Żeby nie wiało nudą na blogu, dziś mały kulinarny pościk. Wiecie co jest najlepszą zaletą bycia bez pracy - to że się nauczyłam gotować (lepiej) i piec. Bez żadnych obaw sięgam po różne składniki i komponuje z nich coś pysznego. Nawet w takich dniach jak dzisiaj - bez koncepcji z góry (czyt. od rodziców) bez jakiś wymyślnych składników zrobiłam pyszny obiad.
Pisząc posta nie zapominam jednak o moim szyciu. Obok mnie na wieszaku wisi zaczęta sukienka. Jeszcze trochę poprawek - bo dzisiaj prułam górę od niej - muszę znowu przyszyć, odpowiednio dopasować ramiączka i liczyć na cud w pogodzie. A co tam pokażę Wam zdjęcie jedno które zrobiłam w trakcie przymiarki.
Jak widać - a może i nie - po bokach mi odstaje strasznie. Więc do poprawki. Ale już nie długo ją założę.
A teraz jedzenie. Będzie kolorowo i apetycznie. Szkoda, że bloger nie ma możliwości przesyłania zapachu - bo jest wręcz obłędny. CZYLI W ROLI GŁÓWNEJ FASZEROWANA CUKINIA I PATISON (cebulka, papryka, kasza gryczana, czosnek i liście rukoli - jako farsz)